Zdaję sobie sprawę, że malowanie miniatur w obecnej dobie nie jest ani popularne, ani tak potrzebne, jak kiedyś. Fakt, że robię to nie tylko dla siebie, dokumentuje jednak istnienie takiej potrzeby. Podczas tej twórczości nie miałem ambicji wytyczania nowych kierunków w malarstwie. Świadom więc jestem narażenia się na zarzuty anachronizmu. Nigdy nie przypuszczałem, że malowanie miniatur przeze mnie może stać się przyczynkiem do dyskusji na temat istoty sztuki, więc tym bardziej cieszy mnie rozbieżność zdań. Polemika przynosi mi zaszczyt, bo świadczy o zainteresowaniu moją aktywnością w tej dziedzinie i zainteresowaniu samym jej przedmiotem. Od dawna rozmyślam, jak zaklasyfikować produkt tej niełatwej formy malarstwa. Mam nadzieję na kontynuację rozważań, doceniając różne opinie i szanując osoby je wyrażające. Nie żałuję czasu spędzonego przy malowaniu, bo był potrzebny na obserwację jednoczesnych funkcji wzrokowych. Nie obawiam się zarzutów braku oryginalności, tym bardziej, że przy niektórych wizerunkach, takich jak portret Jadwigi Andegaweńskiej, nie wzorowałem się na podobiznach do tej pory znanych, bo powstały długo po jej śmierci i były dziełem wyobraźni ich autorów. W sytuacjach, kiedy portrety sporządzali autorzy mający okazję widzieć portretowanych, ochoczo korzystałem ze źródeł, choć zapewne w niektórych przypadkach (jak np. Emilii Plater), były one idealizowane.

Jacek Bojakowski

„Miniatury Jacka Bojakowskiego”

Miniatury portretowe z całą pewnością można uznać za sztukę elitarną, wymagającą od ich autorów ogromnych umiejętności. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż w przeszłości częstokroć wykonywane były na zlecenia królewskich dworów. Mają więc bardzo ciekawą genezę artystyczną, która zawsze związana jest z wysokim kunsztem warsztatowym i artystycznym.
Miniatura portretowa, jako rodzaj malarski, znaczącą pozycję uzyskała w XVI wieku dzięki takim twórcom, jak Hans Holbein mł., Lucas Cranach st., Jean Clouet i inni. Dawni mistrzowie miniatur stosowali różne techniki i technologie malarskie, dzięki którym do dnia dzisiejszego możemy podziwiać maestrię ich wykonania – precyzję, subtelne i czyste zestawienia kolorów. Artyści stosowali różne podłoża, głównie pergamin i płytki metalowe. W XVIII wieku moda na posiadanie miniatur ogarnęła całą arystokrację europejską, wytworzył się swoisty snobizm, któremu uległy pod koniec stulecia także i inne bogate warstwy społeczne. Najcześciej wówczas stosowaną techniką, obok wypalanej emalii, była akwarela (punktowanie tła) na pergaminie, kości słoniowej lub metalu. Miniatury portretowe wykonywane były w formie medalionów, brosz, a także stanowiły zdobienia różnych artystycznych przedmiotów, dekoracyjnych cacek.
W Polsce miniatura portretowa rozwijała się dynamicznie w czasach Stanisława Augusta Poniatowskiego. Licznym zamówieniom musieli sprostać znani ówcześni malarze – Marcello Bacciarelli, Wincenty Lesseur, Józef Grassi i wielu innych cenionych artystów.
Ten złoty okres dla miniatury został w połowie XIX wieku zahamowany przez wynalezienie dagerotypu. Ale zrodził się kolejny pożyteczny snobizm – kolekcjonerstwo. Miniatura portretowa stała się nie tylko cenną pamiątką rodzinną, ale i drogim obiektem kolekcjonerskim.
Mało jest współczesnych twórców, którzy kontynuowaliby tradycje dawnych miniaturzystów. Składa się na to wiele czynników. Tej sztuki należy uczyć się samemu i by osiągnąć pełnię możliwości musi minąć wiele długich lat pracy, żmudnych doświadczeń i ryzykownych eksperymentów technologicznych. Kolejne etapy procesu twórczego wymagają specyficznego przygotowania podłoży, wyboru odpowiedniej techniki malarskiej, sposobu malowania, stopniowego nakładania farb itp. To praca dla artystów o rozległych zainteresowaniach i dużych umiejętnościach, potrafiących pracować bez rozgłosu i chęci błyszczenia, niemalże jak mnisi piszący ikony. Takim artystą jest dr Jacek Bojakowski. To jest prawdziwy fenomen, tym bardziej, gdy zważy się na jego wykształcenie zawodowe. Jest lekarzem o specjalności neurofizjologii. W potocznym rozumieniu można odnieść wrażenie, że obie te dziedziny, medycyna i sztuka, nie mają z sobą nic wspólnego. Analizując jednak działalność dr Jacka Bojakowskiego, należy przyznać rację dawnym wiekom, kiedy to nie było tak wyraźnego oddzielenia sztuki, rzemiosła, natury i techniki, które jest charakterystyczne dla naszych czasów. Istniały wzajemne odniesienia nauk przyrodniczych i sztuki, zwłaszcza malarstwa z medycyną, farbiarstwem i alchemią. Tak więc miniatury dr Jacka Bojakowskiego absolutnie nie są pracami tylko hobbysty – amatora, lecz prawdziwego i wybitnego profesjonalisty. Autor, wzorem dawnych mistrzów, sam przygotowuje podłoża, preparuje kości zwierzęce, uciera farby itp. Działalność artystyczna dr Jacka Bojakowskiego nie ogranicza się tylko do tworzenia miniatur portretowych. Obejmuje ona również metaloplastykę, projekty okładek książek i plakatów, a także malarstwo własne. Autor czasami daje się namówić na zaprezentowanie swoich dzieł na wystawach.
Dr. Jacek Bojakowski jest obdarzony także niespokojnym instynktem badawczym i będąc wiernym swoim dwom pasjom – medycynie i sztuce, potrafi realizować projekty naukowe, łączące obie te dziedziny, a dotyczące rozdzielczości widzenia i integracyjnej roli mózgu. Można więc śmiało powiedzieć, iż to prawdziwy człowiek renesansu!

dr hab. Aleksandra Krupska prof. Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie

Wystawa pod kuratelą Leszka Czajki tugaleria.pl